Moja aktywność fizyczna i dlaczego warto

Swoją aktywność fizyczną zaczęłam już w podstawówce. Tańczyłam sześć lat, ale później wszystko jakoś ucichło. Nigdy nie byłam otyła, zawsze mieściłam się w normie, ale też nie było się czym chwalić. W liceum miałam kilka podejść do domowych treningów i tylko jedno z nich skończyło się małym sukcesem (inni zaczęli zauważać zmiany), ale to i tak długo nie potrwało. Nie byłam też jedną z tych osób, które wiecznie narzekają na swoje ciało, a nic z tym nie robią, po prostu akceptowałam siebie taką jaką byłam, a tylko czasami miałam chęć na lepsze ciało. Teraz trochę się pozmieniało, ćwiczę praktycznie codziennie i to nie dlatego, że chcę schudnąć czy mieć fajny tyłek, ale o tym dalej.

DLACZEGO WARTO

Dzięki aktywności fizycznej jesteśmy bardziej zdrowi, wyglądamy lepiej, czujemy się lepiej, a do tego może być ona pomysłem na przyjemne i produktywne spędzenie czasu. Daje nam to tyle pozytywów, że trening powinien być częścią naszej codziennej rutyny, wejść w nawyk. Dzięki treningom pozbyłam się prawie całkowicie mojego odwiecznego problemu z bolącymi kolanami, a nie było to coś błahego.

CO ĆWICZYĆ

Moja zasada numer jeden to ćwiczenie tego co sprawia nam przyjemność. Jeżeli bardzo chcecie schudnąć i zaczniecie z treningami HIIT, których będziecie szczerze nienawidzić, to raz, że w końcu dojdzie do pomijania treningów i uważania go za najgorszą część dnia, a dwa, będziecie się tym stresowali, czyli poziom kortyzolu będzie wzrastał, co powoduje odkładanie się tkanki tłuszczowej i brak efektów. Najlepiej po prostu spróbować wielu rzeczy i wybrać to, co najbardziej nam się podoba, może to być crossfit, taniec, pilates albo joga.

MOTYWACJA

Oglądacie zdjęcia wysportowanych dziewczyn w sportowych stanikach i legginsach albo umięśnionych facetów na siłowni? To super, to potrafi nieźle zmotywować, ale nie na dłuższą metę. Jeżeli zaczynacie ćwiczyć tylko po to, żeby zrzucić zbędne kilogramy, to jest wysokie prawdopodobieństwo, że to się nie uda. Lepiej motywować się własnym zdrowiem i siłą jaką możecie mieć, tym że nie będziecie umierać z przemęczenia po wejściu na drugie piętro albo podbiegając do autobusu.

MOJE DOŚWIADCZENIE

Moim głównym problemem była zawsze niewłaściwa motywacja. Teraz kiedy ćwiczę dla tych wcześniej wymienionych korzyści, nie mogę się doczekać kolejnych treningów, a po ich skończeniu czuję wielką satysfakcję. Aktualnie ćwiczę trzy razy w tygodniu pop pilates (razem z Cassey Ho, Blogilates), trzy razy HIIT (My HIIT Guide od EATRUNLIFT), a jeden dzień przeznaczam na samo rozciąganie. Zawsze staram się wybierać instruktorów i programy, które potrafią zmotywować.

Niech treningi będą dla was częścią waszego życia, a wysportowane ciało nagrodą za wysiłek, a nie celem. Postępy liczcie nie w zgubionych kilogramach, a w ilości wykonywanych powtórzeń, wielkości podniesionej masy lub łatwości przy wykonywaniu wysiłku.